10 bardzo ważnych bonusów z Twojego biegania

7

Niektórzy ludzie pytali mnie, dlaczego zapisałam się na maraton, chociaż nigdy nie biegłam więcej niż dziesięć kilometrów do kupy i do tego głównie na bieżni, a nie w terenie? Odpowiadałam im, że jedynym powodem dla którego zdecydowałam się pobiec maraton była ciekawość, jak to jest przebiec maraton. Ale o tym za chwilę.

12
Joł, joł, ello, ello, a nawet jolusia Biegaczom, Kłusaczom, Truchtaczom, Lansadowcom i nie tylko ofkorsik,

Dla Drogiej Socjety nie jest żadnym niusem, że biegam, bo muszę.

Mimochodem wyleczyłam bieganiem silną nerwicę lękową, która objawiała się oprócz psychicznych ataków paniki, objawami fizycznymi nerwicy serca. Bardzo podobnymi do tych związanych z chorym sercem, chociaż moje nie było chore. Bo to moja psyche była chora.

Tymczasem całkiem przypadkowo wiele lat koszmarnego strachu zostało odcięte po czterech miesiącach biegania. Niestety z bieganiem jest tak, jak z większością specyfików wielkiej farmacji. Jesteś leczony gdy bierzesz leki, przestajesz brać, jesteś znowu chory.

Yyy …. tak.

Myślisz, że jesteś już mocny i świat nie jest w stanie Cię powalić, ani przede wszystkim osobisty sagan, a więc myślisz sobie krnąbrnie, żeby przestać biegać, bo już nie musisz. Nic bardziej mylnego. Musisz.

Bo po pewnym czasie powoli wracają niepokoje. Oczywiście nigdy nie decydowałam się sprawdzić czy do poziomu wyjściowego, bo od lat, najdłuższą przerwę w bieganiu miałam wymuszoną kontuzją i wynosiła trzy miesiące.

To oczywiste, że bieganie wzmacnia psychikę i daje poczucie szczęścia, więc nie konfabuluj sobie, że możesz przeleźć przez życie bez biegania, bo nie masz żadnej nerwicy. W tym lękowej. W rzeczywistości bieganie jest ponad chodzeniem.

Dziecko, które stawia pierwsze kroki staje na palcach i zaczyna biec, a nie iść. Bieganie jest naszą drugą naturą. Jest powrotem i najprostszym ratunkiem dla wszystkich, którzy są w stanie biegać.

Mędrzec Osho uważał, że bieganie jest medytacją ruchu, że jest dobrym rozwiązaniem dla człowieka zachodu, który nie potrafi medytować, a biegać potrafi każdy. Generalnie mam gdzieś sprawy duchowe, nie umiem z nich korzystać, więc dla mnie nie istnieją, ale mam rozum i ciało. A zarówno moja zryta psyche jak i cielsko łakną ukojenia. Zwykły kłus mi go daje.

Dawno temu, już pisałam o dziesięciu profitach z biegania, ale post schował się wśród setek innych, a dzisiaj na bazie tamtego powstał całkiem nowy. A więc koks.

Co daje bieganie?
10 profitów. Ważnych.

Jeden. Wyrazistość, skupienie, ostrość.

O co mi mniej więcej chodzi?
Bieganie wyostrza organizm i nie mam teraz na myśli mięśni. Skoro jesteś nastawiony na bieganie, starasz się dotrzymywać kroku przez siebie wyznaczonego, nie chcesz aby zabrakło ci powietrza i nie planujesz skurczów w nogach. Stale chcesz być pewny swoich zasobów biegaczych, w związku z tym okazuje się, że na każdym kroku zaczynasz ćwiczyć swoją ostrość. To skupienie twojego organizmu ćwiczone praktycznie każdego dnia sprawia, że stajesz się ostry. Bieganie jest jednym z najlepszych fokusowych wzmacniaczy z którymi możesz mieć w życiu do czynienia. Fakt, że twoje ciało jest coraz sprawniejsze i lepsze jest właśnie konsekwencją stale ostrzonego skupienia

Dwa. Dyscyplina

Uwierzcie, bieganie nie jest przereklamowane. To nie jest żadna Wielka Rzecz, że wychodzisz z łóżka, zakładasz buty, albo nie i idziesz biegać. Jednak fakt, że robisz to nieustannie, dzień po dniu staje się faktycznie Wielką Rzeczą. Gdyż potrzeba właśnie dyscypliny, żeby to robić.

Trzy. Świadomość

Nie możesz uruchomić autopilota. Musisz uważać gdzie wylądujesz z następnym krokiem. Podążasz pewną drogą, a jeżeli robisz to stale, dzień po dniu pewien rodzaj świadomości zaczyna się w tobie budować. Nie mam na myśli jakiegoś zmuszania się do tego, ale po prostu bycie obecnym robi się zsynchronizowane z bieganiem. I właśnie od tego dnia, kiedy na tym polu poczułam się pewniej, uruchomił się całkiem samoistnie właśnie taki rodzaj medytacji ruchowej o którym wspomina Osho, muwing medytejszyn i moje stany lękowe zaczęły słabnąć.

Cietyrje. Nieograniczona wolność

To już zalatuje oczywiście truizmem, ale będę kontynuować. Do biegania nie potrzebujesz wiele, albo nawet nic. Kłus nie wymaga wręcz żadnego sprzętu, byle jakie buty lub zgoła na bosaka i możesz to zrobić dosłownie wszędzie. Ulicami miast, ścieżkami górskimi, czy leśnymi duktami. Nawet na bieżni.

Piać. Poprawa metabolizmu

Bieganie mamy dosłownie we krwi. Tak jak napisałam wcześniej, dzieci zaczynają biegać na palcach, a nie chodzić pięta palce. Jeżeli porównasz bieganie do współczesnego stylu życia, to zobaczysz ogromną różnicę. Biegając jednocześnie tworzysz ze swojego organizmu niezawodną i o wiele zdrowszą biologicznie maszynę. Jesz owoce i warzywa, a potem perystaltyka Twoich jelit i szybkie trawienie sprawiają, że zaraz się wypróżniasz. Masz stale czyste kiszki.

Siks. Odchudzanie

To działa dwutorowo. Dużo biegasz, masz przyspieszony metabolizm i pozbywasz się szybciej tłuszczu. I drugi tor. Chcesz dużo biegać to czujesz, że musisz mniej ważyć i patrzysz z czego żyjesz. Czyli na to co jesz. Sprawdza się bardzo 811. Tak jest najprościej.

Sewen. Rozwiązywanie problemów

Podczas biegania masz dostęp do dużej części mózgu, która zwykle zajęta jest wykonywaniem innych czynności. Jeżeli masz biegać pół godziny, czy jedną, czy dwie zawsze pozwól umysłowi swobodnie wędrować. To niejakie odpuszczenie często prowadzi do niespodziewanych rozwiązań twoich problemów, w tym tych najbardziej irytujących. Moja głowa pracuje dla mnie mimochodem za każdym razem kiedy biegam.

Óśm. Zrozumienie, empatia, współczucie

Kiedy dajesz z siebie dużo na treningu, leje się z ciebie pot i czujesz, że jesteś bardzo wyczerpany, rodzi się w tobie rodzaj współczucia dla innych ludzi. Stajesz się bardziej otwarty, wyrozumiały i cierpliwy. Każdy się z czymś zmaga, każdy ma swoje wyzwania i każdy tak jak ty ma swoją linię mety. Wszyscy jesteśmy tak na prawdę w tym osamotnieni.

Djewjać. Równowaga emocjonalna

Gdybyś miał być przez dłuższy czas bardzo zły, albo wystraszony, albo kiedy byłbyś nawet w depresji, to zabrakłoby ci paliwa na bieganie. Jeżeli byś w tym siedział i grzebał, to bezwzględnie nie starczy ci paliwa na bieganie. Bowiem zużycie emocjonalne tego kalibru potrzebuje bardzo dużo paliwa. Brak energii jest podstawową blokadą wielu ludzi przed zmianami w swoim życiu.

A także wzbranianie się przed bieganiem jest przyczyną utraty energii, która poszła na coś innego. Jednak ty decydujesz się biegać wbrew temu wszystkiemu. Skądś, ni ewiadomo skąd wysupłujesz tę energię, która jest potrzebna do biegania. I te starania, powodują, że odbierasz energię niezbędną do martwienia się, depresji i stanów lękowych i przekazujesz ją bieganiu.

I wtedy następuje swoista równowaga. Bowiem dzięki bieganiu będziesz mógł zawsze zobaczyć swoje problemy z pewnej perspektywy i często zrezygnujesz z wyciągania pochopnych wniosków, aby wejść w oświecenie.

Bieganie zawsze daje równowagę.

No i djesjać. Długoterminowe planowanie

Tę korzyść zostawiłam na sam koniec, bo przychodzi dopiero po pewnym okresie biegania. Kiedy nieśmiało zaczynamy o sobie myśleć. Tak, chyba jestem biegaczem. Jeżeli dużo biegasz musi przyjść ci w końcu do głowy pomysł, żeby się zmierzyć w jakimś biegu. Zwykle zaczynasz marzyć o swoim pierwszym w życiu maratonie, czy też półmaratonie.

To jest wielkie wyzwanie dla biegacza amatora i chcąc nie chcąc musisz zacząć planowanie z wyprzedzeniem, aby się do tego przygotować. Stajesz się cierpliwy i metodyczny, co nawet ciebie samego dziwi, gdyż już samo szkolenie do takiego wydarzenia może trwać parę miesięcy.

Niektórzy ludzie pytali mnie, dlaczego zapisałam się na maraton, chociaż nigdy nie biegłam więcej niż dziesięć i pół kilometra na raz ( trzy okrążenia krakowskich błoń) i do tego przede wszystkim biegałam na bieżni, a nie w terenie. I stukali się w głowę. Odpowiadałam im, że jedynym powodem dla którego zdecydowałam się pobiec maraton była ciekawość, jak to jest przebiec maraton.

Kiedy wyobrazicie sobie idealnie kulistą postać, która przyszła, a może wtoczyła się do klubu fitness i ledwo szła na bieżni, niezgrabną, ciężką i nieskoordynowaną ruchowo pepsi eliotkę, w sensie ścisłym zaprzeczenie skupienia i ostrości. To zrozumiecie, że moim największym problemem była szybkość, a dokładniej jej brak.

Jakby kiedykolwiek przyszła Ci ochota na przebiegnięcie maratonu, musisz sobie uświadomić, że masz na to (w Polsce) maksymalnie pięć i pół godziny. Gdyż maruderzy, którzy nawet dotrą do mety poza tym czasem i tak nie będą sklasyfikowani.

Jeżeli nie będziesz umiał osiągnąć jako takiej szybkości, nie ma co nawet myśleć o maratonie. Swego czasu, przychodziłam na paczkę, nastawiałam na bieżni czas 50 minut i po prostu biegłam ile się w tym czasie pobiegło i nie było znaczącego progresu.

Postępy zaczęły się dopiero wtedy, kiedy zmieniłam metodę i zainaugurowałam nastawianie na bieżni 10 kilometrów, czyli dystans, a nie czas.
Sama z siebie zaczęłam szybciej biegać, chcąc po prostu skrócić trening.
Tak działa mój organizm we wszystkim. Jak najszybciej wykonaj zadanie i zacznij wreszcie odpoczywać!

Mniej więcej po dwóch latach biegania, mnie to zajęło, aż tyle czasu, gdyż na prawdę materiał początkowy był beznadziejny, postanowiłam przymierzyć się do maratonu. Kupiłam odpowiednią prasę o bieganiu i przeczytałam jedno zdanie, które wlazło mi natychmiast do świadomości.
Wystarczy jak biegasz 50 kilometrów tygodniowo, to masz wszelkie parametry spełnione, żeby przebiec maraton. Nikt nie wspominał, że to ma nie być bieżnia.

Biegałam wtedy zwykle tydzień w tydzień 50 kilometrów, w tym kilka razy w plenerach, a resztę na bieżni. W końcu pobiegłam i przebiegłam maraton w czasie czterech i pół godziny. Dla innych biegaczy, to jakiś marginalny wynik. Wynik kiszka. A dla mnie osobiście to niesamowity wyczyn.

Tocząca się kula, człowiek bania, niezgrabny i koślawy, wuefowe popychadło przebiegło czterdzieści dwa kilometry, bo się w końcu za siebie na poważnie zabrało.

Jeżeli ktoś chciałby zapytać mnie o zdanie, to powiedziałabym – Chcesz pobiec maraton?

Wcześniej poznaj samego siebie, upewnij się, że masz zdrowe serce, pobiegaj sporo z pulsometrem i przejdź na dietę 811. A potem, kiedy już się zdecydujesz i staniesz na starcie z setkami/tysiącami innych ludzi, podobnych do Ciebie, poczuj tę niesamowitą moc, ale nie próbuj niczego sobie na siłę udowodnić. I jednak nie patrz na innych.

Jeżeli nie możesz przez chwilę biec po prostu idź, podejmij decyzję, że będziesz szedł, ale nie kończ maratonu tylko dlatego, że chwilowo nie możesz biec. Nie porównuj się z innymi, bo to jest Twój maraton i Twoja sprawa. Zachowaj spokój i nie przerywaj.

Obecnie biegam dużo więcej w terenie, biegam w lesie, a w górach choć się tylko ledwo wspinam podrygując, udaję, że biegnę. Zdarza mi się bez powodu biec parę godzin, ale nie zapisuję się na żadne biegi.

Po prostu biegam, bo muszę.

Ale właśnie po tym, jak ma się już za sobą maraton przychodzi jedna z najpiękniejszych myśli o tym biegu wyzwaniu.

To już nie jest coś niezwykłego, to jest po prostu to, co zrobiłeś.

Pa Państwu
Peps

 

Opublikowano Bieganie | Otagowano , , | 30 komentarzy

Widzieliście lwa, który chce mniej seksu niż lwica?

5Albowiem penis zamieszkujący chętnie i bez pierwotnego krzyku męskie stringi nie zachował w sobie już nic z genotypu sierściucha. Nie tęskni za wolnością, gdyż urodził się w niewoli. Ale o tym za chwilę.

Cze Państwu,

Komentarze pod moim wpisem o mężu tu, od którego głównie zależy szczęście małżeńskie nasunęły mi chęć wypowiedzenia się w temacie.

Wszystko rozchodzi się o to, że ludzie będący w związkach, pomijam jakieś patologie społeczne, z niewiadomych przyczyn zaczynają reagować histerycznie, czyli nieadekwatnie do faktycznych nieporozumień, czy nawet konfliktów. Najbardziej dziwaczne i niespójne są wyobrażenia o tym jak powinien idealny związek wyglądać, a tym co faktycznie jesteśmy w stanie w naszym związku osiągnąć.

Kiedyś mężczyzna był stale podszyty sierściuchem, czyli chciał kopulować. Najchętniej jak najczęściej. Seks, nawet małżeński działał na niego jak balsam, odstresowująco i lepiej mu się później zasypiało. Seks małżeński praktycznie nie miał dla niego żadnej konkurencji. Wieczorem dajmy na to nie wolał niczym innym się zajmować.

To on w domu robił za tego od rozbujanej potencji, a jego żona z kolei robiła uniki. Czyli boląca głowa i temu podobne wymówki. Mąż myślał, że jakby trafił na partnerkę seksualną żyletkę, to byłby o wiele szczęśliwszy. Faktycznie tkwił w błędzie.

Mężczyzna to samiec, a my postępujemy jak samice. Kiedyś miałyśmy atrakcyjny towar w ofercie, czyli własne dupki i można było coś nimi ugrać. A oni mieli teścia pod dostatkiem, którego wystarczało nawet na długie małżeństwo. No i nie było dla seksu małżeńskiego specjalnej konkurencji, szczególnie w domu. Gdyż poza domem zawsze była spora oferta.

W pewnym momencie kobiety pozakładały własne biznesy, albo tylko włączyły telewizory, nakupowały poradników i stosownych książek, o mą Die, nie że romansów, były ponad to ofkorsik. Kobiety jednym słowem zobaczyły nowe wzorce, że małżeństwo ma dawać o wiele więcej niż sądziły ich babki, czy nawet matki.

Zaczęły się oczekiwania. Kobieta zechciała, żeby jej życie seksualne też było w jej mniemaniu doskonałe, jak firma, albo awanse w korporacji. Jednym słowem zaczęły się oczekiwania i porównywania do zmyślonych ideałów. Ma się rozumieć, że z kopulacją częstą i obfitującą w symultaniczne orgazmy.

I co się okazało? Że zadbana, w koronkowych desusach i stale chętna do seksu żona, dająca to i owo do zrozumienia, a nawet domagająca się powinności, a na drugiej szali dziesiątki fajnych rzeczy konkurencyjnych, jak net z fejsbuniem i inne atrakcje, sprawiły, że mężczyzna mąż nagle przestał mieć ochotę. Szczególnie na nią. Albo nawet na żadną inną, w tym momencie.

Facet, któremu nie dano, jest trochę zły i zajmie się czymś innym. Ale laska/żona, która nie dostała tego czego chciała, teraz, zaraz? Następuje reakcja histeryczna i nieadekwatna do zaistniałej sytuacji. Obrażanie się, fochy, a nawet poczucie, że moje życie nie jest idealne. Że inne kobiety, te na filmach, w serialach i w książkach mają życie prawdziwe, a tutaj tylko te namiastki i erzace.

Oczywiście nie chcę pominąć faktycznych potrzeb seksualnych, które są naturalne i świadczą o naszym zdrowiu. Tymczasem nie ma idealnie dobranych ludzi pod względem potencji seksualnej w dłuższym okresie życia. Wiadomo, że pomijam początkowy etap związków, kiedy wszyscy i stale mają na coitus ochotę. W późniejszym życiu zawsze pojawią się dysproporcje, które mogą wynikać, albo z różnicy temperamentów, albo stanu zdrowia. W tym psychicznego.

Jeżeli żona daje stale do zrozumienia, a bywa, że napomknie o tym w towarzystwie, w jej mężu rodzi się bunt. Blokada. To on miał mieć nieposkromioną potencję. Dochodzi do takiego absurdu, że im więcej jedna osoba chce, tym bardziej druga stawia opór.

Ale kiedy samica nie chce, to jest to jakby wpisane w naturę, pierwotność, dla mężczyzny do wybaczenia, czy chociażby zrozumienia.

Ale kiedy to on nie chce, zaczyna być problem. I dla niej i dla niego. Bo to jest wyłamanie się z wzorców i schematów. Widzieliście lwa, który chce mniej niż lwica? Widzieliście barana, koguta, kozła, szympansa? Żeby jego partnerki chciały więcej kopulacji?

Ona jest nieszczęśliwa, bo to burzy jej wizję idealnego związku. Przy czym nie wykluczam autentycznej ochoty na coitus. A on dokładnie to samo. To, że ona chce więcej, burzy jego osobiste wyobrażenie o związkach i kobiecie. I o sobie samym. Po drugie jemu się autentycznie odechciało.
- Może chory jestem? Może mam za mało testosteronu?
I w końcu:
- Nie lubię tej nachalnej laski.

Czy można jakoś rozwiązać ten problem? Moim zdaniem tak i to bardzo prosto.

Zejść na ziemię.

Rzucić gałką mniej histeryczną, nie obrażać się i nie porównywać. Jeżeli mąż Drogiej Socjety jest fajny, miły i jest tak naprawdę i w gruncie rzeczy w Drogiej Socjecie zakochany, to dać mu żyć z jego własną potencją. Tak jak chce.

Seks w wydaniu męskim nie może być poświęceniem. To jest misja dziejowa kobiet. Jesteśmy do tego dziejowo przyzwyczajone. Dobrze nam to wychodzi i potrafimy radzić sobie dupką w razie czego bardzo dobrze.

Są utensylia, jest internet i temu podobne. Można bardzo łatwo uzupełnić braki seksu, w tym orgazmów i odczepić się w końcu od swojego hasbendsa. Dać mu żyć. Bo jeszcze uwierzy, że coś z nim jest nie tak. A to tylko zwykła odpowiedź penisa na dziejowe zmiany.

Co do mężów, którzy chcą więcej to bezet. Dadzą sobie radę. Nic im nie będzie, bo są do tego jako samce dziejowo przygotowani.

No a co z tą niepotrzebną histerią? Wyluzuj, więcej stoicyzmu, doceń tę miłą osobę, która jest obok ciebie i skontaktuj się z nią na wyższym poziomie. Piękną myślą.

Na koniec wrzucam fragment z mojej nowej książki (jeszcze przed korektą) Złe. Może przykład Pola i Jeloła coś jeszcze rozjaśni?

(…) Stuprocentowi plejboje nie zatrudniali się w trustach, sami niejako posiadając mniejsze, a niekiedy większe kartele, stajnie, przystanie i temu podobne. A więc półplejboj Pol nie był w żadnym razie podszyty zwierzęciem. Mieszkając na stałe w Antwerpii dowodził belgijską odnogą korporacji, właśnie jako twór ostatecznie skończony, gdyż pojedynczy.

Nie posiadając drugiego ja, stał się garniturowcem perfekcyjnym. Bez cienia sierściucha w swoich stringach. Zresztą natura sierściucha i męskie stringi stanowiły podobny nonsens, jakby gorylowi nizinnemu kazać wynieść się z dorzecza Konga. Do wypasionej garsoniery z widokiem na Wisłę.

Dużo szkła i nierdzewnego metalu, a on z tą swoją wielką głową, umięśnionym ciałem pokrytym brunatną sierścią, z ostrymi kłami i wagą dwustu kilogramów miałby czuć się komfortowo skacząc po kanałach. Zamiast między konarami.

Albowiem penis zamieszkujący chętnie i bez pierwotnego krzyku męskie stringi nie zachował w sobie już nic z genotypu sierściucha. Nie tęsknił za wolnością, gdyż urodził się w niewoli. Gapił się nierozumnym okiem na chude dupki modelek i sądził, że ta bardzo średnio satysfakcjonująca kopulacja to standard.
Że zaistniałą sytuację awerejdż koitus jak najbardziej należało akceptować.

Jednak i tak kopulację biły na głowę rzeczy w typie regat szybkimi żaglóweczkami i niskie dźwięki wyścigówek z dwunastoma cylindrami. Naprawdę z niczym tego pierdzenia nie można było porównać.

Dlatego Pol Smys stanowił eksponat wzorcowy. Przedstawiciela spełniającego warunek o wyjątkach wśród samców. Nie będąc podszytym w najmniejszym procencie sierściuchem, kimś zawsze być musiałeś, jawił się więc okazem idealnego przedstawiciela plemienia garniturowców.

Archetyp kaszmirowego surduta Pol, samiec w stringach. Algorytm symbiozy człowieka i przedmiotu. W rzecz wstąpić.

Tymczasem gdyby Senegalczyka Żółtego ściskano imadłem, to i tak nigdy w życiu nie założyłby dobrowolnie na swój odwłok stringów. Osobisty penis nigdy by mu podobnego dziwactwa nie wybaczył.

Dlatego arbuz, którego dostał od Skarlet mógł sobie być arbuzem, ale tak czy siak, kakaowiec musiał w końcu zacząć uprawiać koitus. Albowiem sierściuch, chociaż umieszczony w wygodnych bokserkach nie mógł dłużej znieść dalszego celibatu. Zresztą dachołaz, czy goryl tkwiący w mężczyźnie nie rozumiał pewnych cywilizacyjnych ograniczeń. Wydawały mu się sztuczne i głupie, gdyż jak można nie kopulować? (…)

Łi
Serdeczności
peps

Opublikowano miszmasz, Mężowie i Żony | Otagowano | 22 komentarzy

Jak idealnie zerwać w sensie rzucić męża

rzucać jak dziewczyna

Od zawsze egzystują dwie fundamentalne zasady idealnie przeprowadzonego zerwania/rzucenia i o tym za chwilę.

Hejusia, wieczorny wpisik z serii absurdum, czyli mężowie i żony.

Cykl mężowie i żony, to nowa zakładka, która powstała na tym blogu i zalicza się  oczywiście do lajfstajla, ale weszła w miszmasz. Kolejność taka, nie inna, czyli, że nie żona pierwsza, tylko ze względu na fajniejszy fonetyczny brzęk, a nie z powodu ukrytych podtekstów.

Jesteśmy bardzo różne od mężczyzn, ale jednak na tyle podobne, że jakby tylko im się chciało bez problemu mogliby nas zrozumieć. My zresztą też mogłybyśmy to zrobić w rewanżu. W sensie, zrozumieć mężczyznę. Żeby tylko nam się chciało.

Jest oczywiście jedna podstawowa różnica, która nas dzieli. To jest rzucanie. W sensie dosłownym i w tym drugim znaczeniu.

Już na lekcji WF-u w podstawówce widać, a chłopcy patrzyli z niedowierzaniem w jaki sposób ich koleżanki rzucają. Czymkolwiek, czy piłką, czy innym utensyliem. Rzucanie czymkolwiek, w tym kamieniem, i łatwe dla chłopców robienie kaczek, jest dla dziewczynek tak nieporęcznym zajęciem, że właściwie rzucanie jest zamiarem, przyłożeniem, ale pozbawionym efektów.

Dopiero pod koniec gimnazjum któraś z dziewczynek, jedna, góra dwie zaczynały w miarę rzucać piłką, a nawet serwować.
Dlaczego dziewczynki są takimi pokrakami przy rzucaniu? Bo rzucają jak dziewczyny, a to jest niepojęte dla nikogo zjawisko.

Potem nadchodzi życie i niektóre dziewczynki nagle stają się specjalistkami od rzucania.

Dzisiaj nauczę Drogą Socjetę w jaki sposób kulturalny, szykowny i z taktem, a nawet zgodnie z mainstream’owymi trendami rzucić męża.

Kiedy decydujemy się z sobie znanych powodów, patrz, dajmy na to, wpis wczorajszy, na zerwanie z osobistym mężem, albo narzeczonym, czy też tylko chłopakiem należy zastosować technikę zwalniania ze stanowiska zgodnie z obowiązującym przy takich okazjach znieczulającym dreskodem.

Nie jesteśmy przecież okrutne. Co w praktyce mniej więcej przebiega następująco.

Mówimy:
- Dajmy sobie Jerzy trochę czasu na przemyślenie pewnych spraw. Najlepiej osobno, gdyż oboje potrzebujemy przestrzeni. Podkreślam, oboje! Dodatkowo mam wrażenie, że nie jestem dla ciebie Jerzy dość dobra, albowiem ty zasługujesz na lepszą. Proponuję, wstępnie się rozwiedźmy, a potem się zobaczy.

Od zawsze egzystują dwie fundamentalne zasady idealnie przeprowadzonego zerwania.

Po pierwsze, nigdy nie należy mówić, że się osobę rzucaną przestało kochać, wręcz przeciwnie, należy stwierdzić:

- Kocham cię Jerzy w tym momencie jeszcze bardziej niż kiedykolwiek, a nasze prognozowane niejako rozstanie, przecież wiesz, spowodowane jest głównie altruistycznymi inklinacjami. Właściwie sam sobie jesteś winien Jerzy, bo byłeś do tego stopnia idealny, że tak niedoskonała jak ja osoba, czuła się przy tobie, akurat ze swoją wadliwością nieswojo. Co właśnie muszę przemyśleć. Oczywiście najlepiej na osobności rozciągniętej w czasie.

Drugą również ważną maksymą, przy prawidłowo przeprowadzanym, czyli najmniej inwazyjnym zwalnianiu męża ze stanowiska mąż, jest pójście w zaparte. Nigdy nie należy się przyznawać, że ewentualnie, ależ to niedorzeczność, mógłby być ktoś trzeci. Dajmy na to, ktoś o mocnej muskulaturze i litym owłosieniu płatów czołowych mający wpływ na to całe zamieszanie.

- Znasz mnie Jerzy, nigdy, przenigdy nie związałabym się z kimś za twoimi szerokimi plecami. Doskonały trójkąt, ćwiczyłeś coś może niedawno? Ale do rzeczy, przenigdy.

 

85753682

Uwaga, jutro felczerka pepsi napisze  jak kulturalnie rzucić żonę. Subskrybujcie!

Dobranoc Państwu
Jor pepsik

Opublikowano Mężowie i Żony | Otagowano , | 8 komentarzy

Czajna Stadi część III, mój punkt widzenia

DSC03662Krytycy pracy Campbella, w tym Denise Minger, 23-letnia filolożka mają nadzieję i chętkę znaleźć błędy w pracy przeglądanej przez naukowców z Oxford University, Cornell University i Chińskiej Akademii Medycyny Prewencyjnej. Ale o tym za chwilę.

Hejstwo Społeczności wątpiącej i pewnej swojego zdania, jak samurajskiej katany,

Postanowiłam sobie, że jak nikt się nie upomni o dalszą/obiecaną część moich dywagacji o China Study, to nie będzie wpisu w tym temacie. Ale kilka osób się o wpis upomniało. Więc jest.

Jeżeli chodzi o ostatnią zagadkę Gdzie jest Pepsi?, to w mojej subiektywnej ocenie wygrała Kasia Z., chociaż trafiła jak kulą w płot, ale tendencyjnie wybrałam Ją, bo nie odpuszczała, pomimo, że nie wiedziała, a jednak walczyła o Znachorów.
Kasiu Z. wypełnij formularz zakupowy Znachorów, czyli uzdrawiającej manify, z dopiskiem konkurs. Gratulacje.

Jednakowoż widzę, że moja książka natenczas nie jest dostateczną zachętą, żebyście masowo komentowali moje posty, więc nie pozostaje mi nic innego, tylko napisać nową książkę. Uśmieszek.

Ale teraz do istoty rzeczy

Generalnie było tak, że zarzuca się (Kto zarzuca? To też jest istotne pytanie) Campbellowi tendencyjność we wnioskach w swoim wielkim chińskim badaniu, gdyż niejako i jak pierwszy z brzegu naukowiec zrobił sobie odgórne założenia. A to raczej błąd jest, bo można nie dowieść tego czego by się chciało.

Ależ pospolity jest ten Campbell.

Dr. Campbell podobno założył, że białko zwierzęce jest nie halo. Potem już było z górki. Odrzucał czy też wypłaszczał dane, które nie pasowały do teorii, a te które potwierdzały rzecz uwypuklał.

Yyy …. łi.

Do tego wszystkiego pod nieprzyjemną kazeinę (białko mleczne) w połączeniu z aflatoksyną fatalnie rakotwórczą pleśnią ( przy czym nie sama pleśń jest dla nas szkodliwa, tylko produkty jej przemiany materii, czyli trujące mikotoksyny, o których wspominałam wczoraj w kontekście wątroby). A więc pod nieprzyjemną kazeinę, podłączył całe białko zwierzęce.

Zarzuca mu się również, że nawet w tym przypadku przedstawił wyniki tylko części doświadczeń. Tych potwierdzających.

Dodatkowo wali się go po saganie za to, że nie napisał złego słowa o pszenicy, a raczej o białku roślinnym, zwanym glutenem. Nie zająknął się w tym temacie.

No właśnie, a kto go krytykuje?

Facet zajmował się przedmiotem dziesiątki lat, po czym zebrał rzecz w książkę, która została adresowana do prawie laika. Czy mógł w niej umieścić wszystko? Czy nie musiał podjąć trudnych decyzji eliminacji?

Oraz nie zapominajmy o jednym istotnym aspekcie, mianowicie o cenach wołowiny. Jaki ta książka może mieć, miała i ma wpływ na sprzedaż, podaż i popyt na wołowinę, albo produkty mleczne z kazeiną? Bo wiadomo, że nie wszystkie zawierają akurat to białko mleczne, tak jak nie wszystkie zawierają laktozę, czyli cukier mleczny. Ale dla amatorskiej części społeczeństwa nabiał to nabiał.

Książka China Study, dr T. Colin Campbell stała się wydarzeniem. Uzyskała ogromną, jak na dzieło w końcu popularno-naukowe, czy zgoła naukowe ilość czytelników. Było realne zagrożenie poruszenia giełdą spożywczą.

Hajs to raz, ale nie chcę być tendencyjna i założyć z góry, że powstała jakaś anty teoria spiskowa. Dlatego dotarłam do źródeł, czyli do tego, jak Campbell i inni naukowcy, którzy zgodzili się z nim, odpierają te (o których pisałam w części I i II na temat chińskiego badania) zarzuty.

Czyli TUTAJ CZĘŚĆ ITUTAJ CZĘŚĆ II

Krytycy pracy Campbella, w tym Denise Minger, 23-letnia filolożka mają nadzieję znaleźć błędy w pracy przeglądanej przez naukowców z Oxford University, Cornell University i Chińskiej Akademii Medycyny Prewencyjnej.

Łi.

Profesjonalni naukowcy, którzy muszą pracować w najbardziej rygorystycznych standardach w środowiskach akademickich nie mogli się przyczepić, ale mały internet owszem. Ale to dobrze, tak działa dzisiejszy świat, że każdy z nas może pogadać, przywalić, dotknąć swojego, albo lepiej cudzego guru.

Tylko proszę Ciebie, nie podejrzewaj mnie o stronniczość, bo raz mówię o naukowcach, jak o sprzedajnych pannach, a teraz nagle gloryfikuję ich autorytety. Wszystko rozchodzi się o to, czy na tym ktoś może zarobić. A jak tak to kto? Nie widzę tutaj wielkiego interesu. Raczej potężną stratę, jak ludzie w to uwierzą i się przestraszą.

Tak naprawdę krytyka dokonania dr. Campbella przez domorosłych erudytów, jest jak ukąszenie komara.
Co nie znaczy, że należy ignorować kąsanie komarów.

Przede wszystkim wyłaniają się takie zagadnienia, jak:

Nie zrozumienie celów, czyli powodów z jakich książka została wydana.
Nadmierne poleganie na niedostosowanych korelacjach, które zostały udostępnione w bazie China Study.
Oraz niedostrzeżenie znacznie szerszych konsekwencji w wyborze stylu życia, a przede wszystkim diety.

Wielu ludziom wydaje się, że rozumują prawidłowo i logicznie, ale wystarczy, że zrobią jakiś błąd w założeniach, albo zwrócą szczególną uwagę, na faktycznie rzecz drugoplanową, to całe ich rozumowanie będzie błędne. Na tym polega sofizm, czy też moje ulubione słowo, za którym inni nie przepadają, czyli kazuizm.

Trzeba być prawdziwym mędrcem, żeby nie wpaść w sidła kazuizmu.

 Nie zrozumienie książki, to raz.

Odkrycia, opisane w China Study nie są oparte wyłącznie na danych ankietowych przeprowadzonych w Chinach. Nawet jeśli ta ankieta była najbardziej kompleksowa i największa, jaką kiedykolwiek przeprowadzono na ludziach, a nawet w ogóle. W książce Campbell wyciąga wnioski z kilku rodzajów ustaleń, ponieważ dostrzegł spójność pomiędzy wynikami, które mają największe znaczenie.

Przede wszystkim ta obszerna praca miała jeszcze bardziej obszerne podwaliny. Były to biochemiczne wnioski wyciągane z wpływów kazeiny na raka u zwierząt doświadczalnych, w warunkach laboratoryjnych, co tylko częściowo zostało opisane w książce.

W rzeczywistości i na podstawie wielu doświadczeń, okazuje się, że to co szkodzi niektórym zwierzętom, również jest bardzo niekorzystne dla człowieka. Natomiast wyniki doświadczeń laboratoryjnych były tak przekonujące, że założono iż można będzie odnieść je do człowieka. Chodziło oczywiście o składniki odżywcze, a potem odpowiedź organizmu chorobą, czy zdrowiem.

Zagadnienia, którymi się zajęto to kontrola ekspresji genów odżywczych, multi- mechanistycznej przyczynowości, odwrócenie rozwoju raka, ale nie odwrócenie jego inicjacji, szybkość reakcji odżywczych i temu podobne.

Zasady/odkrycia/wnioski – te okazały się bardzo podobne, co pozwoliło uogólnić stwierdzenie o ogromnych korzyściach zdrowotnych ze spożywania żywności pochodzenia roślinnego.

Należy mieć na uwadze również ten fakt, że zanim rozpoczęto chińskie badanie, wcześniejsze opracowania laboratoryjne na zwierzętach, były szeroko publikowane w najlepszych recenzowanych czasopismach.

Te wyniki pozwoliły na ustalenie biologicznych prawdopodobieństw, a jest to jednym z najważniejszych filarów ustanawiających niezawodność badań epidemiologicznych. Wiarygodność biologiczna ma swoją definicję ustaloną przez pioniera epidemiologii, Sir Bradforda Hilla i jak ktoś ma czas i chęci, może rzecz rozkminić bardziej. Mnie się chciało.

Niestety, właśnie kwestia wiarygodności biologicznej zbyt często umyka uwadze statystyków i epidemiologów, którzy uwielbiają liczby/statystyki i wolą je od zjawisk biologicznych.

Dr. Campbell twierdzi, że pierwsze 15-20 lat pracy jego i zespołu nie było wcale, jak niektórzy spekulowali, dochodzeniami wyraźnie koncentrującymi się na rakotwórczym działaniu kazeiny.

A był to przede wszystkim szereg badań mających na celu zrozumienia podstawowej biologii raka i roli żywienia w tej chorobie. Wpływ białka, oczywiście okazał się niezwykły i z tego powodu potraktowano białko jako nowe narzędzie w nowoczesny wgląd w funkcjonowanie procesu raka.

Nikt z nas nie wiedział do końca– twierdzi dr., Campbell -, jakie mogą być rezultaty tego wielkiego badania mieszkańców chińskich prowincji, ale wszyscy byliśmy pod wielkim wrażeniem tego co zostało ujawnione.

Sama definicja żywienia nie jest wszystkim, bo w grę wchodzi bardzo wiele innych czynników i nigdy nie zamierzałem izolować poszczególnych skutków zdrowotnych wynikających z jedzenia określonych składników odżywczych.
Chiński projekt zachęcił nas właśnie, aby nie polegać na niezależnych korelacjach statystycznych, z małym lub żadnym uwzględnieniem wiarygodności biologicznej.

W książce zostało ustalonych kilka modeli takich jak: rak piersi, rak wątroby, rak jelita grubego (w najmniejszym zakresie) kontrola masy ciała, oraz termogenezę po posiłkową. A także choroby zamożnych Chińczyków w kontrze do tych żyjących w ubóstwie. Wszystko w kontekście spożywania białka i zachorowalności na różne choroby w tym wymienione powyżej.

Korelacje, które przedstawiono w książce to tylko mały ułamek z tego, co prowadziło do jednoznacznych wniosków, że właściwie cała dieta na bazie roślin sprzyja zdrowiu. Książka z wiadomych powodów, to bardzo okrojone fragmenty badań.

Tak naprawdę tylko jeden rozdział z osiemnastu poświęcono projektowi chińskich badań, gdyż to badanie stanowiło tylko jedno z ogniw w łańcuchu podejść eksperymentalnych. Należy zadać sobie pytanie, czy chińskie badanie było w stanie poprzeć istniejące biologicznie wiarygodne dane, które Campbell uzyskał już wcześniej w swoim laboratorium.

Ze względu na olbrzymią bazę możliwości, wielki kraj, wielka ilość ludzi, różny sposób odżywiania, chińskie badanie mogło stać się przełomowym. I się stało.

Czyli, że ustalenia końcowe w książce miały znacznie większe znaczenie, niż tylko statystyczne wnioski z odpytania Chińczyków, których dieta w dużej mierze składa się z pokarmów roślinnych.

Tymczasem wielu lekarzy i naturopatów poszło na to i zaczęto na znacznie większą skalę promować dietę roślinną w celach leczniczych, a wśród nich są ludzie z naprawdę poważnymi osiągnięciami w korelacjach diety roślinnej z poważnymi chorobami.

Wymieniam w kolejności alfabetycznej, tych którzy już wsławili się zanim dr. Campbell opublikował swoją ksiażkę: Diehl, Esselstyn, Goldhamer, Klaper, McDougall, Ornish, Shintani. Oraz tych z wielu innych, którzy zaczęli działać po jej publikacji: T. Barnard, N. Barnard, Corso, Fuhrman, Lederman, Montgomery, Popper, Pulde, Schulz, Shewman.

Nie da się w żaden sposób przecenić niezwykłych osiągnięć tych lekarzy podstawowej opieki zdrowotnej. W efekcie, ich praca również potwierdziła wcześniejsze badania laboratoryjne Campbella.

Krótko jeszcze o wykorzystywanie statystyk w korelacjach jednowymiarowych, czyli, że jedli taki prowiant, chorowali na to i na to.

To nie jest takie oczywiste.

Tutaj należy się wystrzegać bardzo pochopnych wniosków. Gdyż przyczyny i skutki bywają o wiele bardziej złożone. I nigdy w całym badaniu, tak twierdzi dr. Campbell ta jednotorowa korelacja nie była brana pod uwagę, jako powód do nadrzędnych wniosków.

Po pierwsze, zmienna może odzwierciedlać wpływ innych czynników, które zmieniają się wraz ze zmienną, którą obejmuje się badaniem. Dlatego zawsze wymagają takie wnioski korekty czynników zakłócających.

I tak dalej, a teraz następuje cała litania warunków, które muszą być spełnione, w tym zakres badania, aby można było pokusić się o wyciąganie ostatecznych wniosków.

Oto komentarz epidemiologa pod wpisem Denise (kto to jest Denise, patrz moje dwa wpisy zlinkowane powyżej), który został przez nią usunięty, a następnie przywrócony, kiedy zrobiło się o tym głośno w necie:

„Twoja analiza jest w całości nadmiernie uproszczona. Każdy dobry epidemiolog/statystyk powie, że korelacja – nie równa się – pewność łączenia danych. Uruchamiając serię korelacji wskazała pani jedynie liniowe, kierunkowe i niedostosowane relacje między czynnikami. Proponuję zakupić podstawową książkę dotyczącą biostatystyki, aby dowiedzieć się, jak poprawnie analizować dane. Jestem doktorem specjalistą od nowotworów i epidemiologiem i chętnie pomogę pani zrobić to prawidłowo”.

Jednym słowem korelacje opublikowane w China Study nie mogą być na ślepo komentowane, a jedynie w połączeniu z wiarygodnością biologiczną mogą być właściwie zinterpretowane.

Masa ludzi jest uczulona na gluten, w tym autorka krytycznej rozprawy o książce Campbella, ale ten ostatni twierdzi, że jednowymiarowa korelacja pomiędzy mąką pszenną i chorobami serca, o której wspomniała Denise jest owszem ciekawa, ale osobiście nie jest świadomy jakichkolwiek wcześniejszych i biologicznie wiarygodnych, czyli przekonujących dowodów na poparcie tej hipotezy. Że pszenica powoduje choroby serca.

Trzeba by wprowadzić znacznie więcej korelacji, w tym o wiele więcej zmiennych jak, mąka pszenna, jej rodzaj, oraz jakie jest faktyczne spożycie mąki z pszenicy. Wiele zmiennych i korelacji.

Na przykład może być tak, że większe spożycie mąki pszennej jest skorelowane ze zmniejszonym spożyciem zielonych warzyw, co ma miejsce na przykład w bardziej suchych regionach Chin. I wiązało się też ze zwiększonym spożyciem mięsa, zamiast zielonymi warzywami.

To jak można to skorelować jednowymiarowo? Więcej pszenicy, to więcej chorób serca? Skoro jednocześnie było mniej zielonych warzyw i więcej mięsa w żywności ludzi zamieszkujących te regiony.

Przy okazji wyjaśniło się, dlaczego Campbell nie wziął pod uwagę wyników statystyk z prowincji Tuoli (co mu zarzucano) i bynajmniej nie był to grzech zaniechania. Ale dane statystyczne dotyczące ilości konsumpcji mięsa dla tej prowincji były sprzeczne.

W rankingu powiat Tuoli miał bardzo wysokie spożycie mięsa, a co innego zostało udokumentowane w czasie badania, gdy ludzie udzielali odpowiedzi w kwestionariuszach. Okazało się, że miała na to wpływ duża migracja ludności tych terenów i na część bardzo suchej pory roku ludzie przenosili się do innej części doliny, gdzie jedli znacznie więcej warzyw i owoców, a faktycznie mniej mięsa. Dlatego lepsze wyniki zdrowotne nie korelowały w rzeczywistości ze zwiększonym spożyciem mięsa.

Najbardziej prawdopodobne korelacje:

Prawdopodobnie właśnie niższe poziomy jednonienasyconych kwasów tłuszczowych w surowicy krwi zwiększają ryzyko chorób serca.

Tutaj nie ma mowy nic o tłuszczach nasyconych i ich wpływie na choroby. Można się pokusić, że ten tor badań został celowo przez Campbella pominięty, albo Chińczycy jedli tych tłuszczów na tyle mało, że nie dokonano odpowiednich korelacji. Ale to tylko moja hipoteza.

Wyższe poziomy mocznika w surowicy (biomarkery spożycia białka) powodują poważne choroby

Większa masa ciała to większe ryzyko chorób serca

Co ciekawe, te korelacje już były wcześniej znane Campbellowi na podstawie wiarygodności biologicznej skojarzonej z wyższym ryzykiem chorób serca. A badanie tylko je potwierdziło.

Samo badanie chińskie miałoby tylko znamiona hipotezy, dlatego dopiero w połączeniu z wcześniejszą wiarygodnością biologiczną dla takiej hipotezy nabiera całkiem innego wymiaru. I ci co się trochę na tym znają dobrze o tym wiedzą.

W chińskim badaniu, tak jak wspomniałam na początku badano sześć modeli, a mianowicie:
Rak piersi (kobiety lat 55, umieralność, porównanie Chiny i Europa), następnie,
Rak wątroby (powiązanie aflatoksyny z pierwotnym rakiem wątroby, oraz przed nowotworowych ognisk, nowotworów i diety nisko białkowe)
Wykorzystanie energii ( diety o niskiej zawartości białka, zmniejszenie rozwoju AFB1 ognisk przed nowotworowych indukowanych w wątrobie szczura, termogeneza w dietach niskobiałkowych)
Rak jelita grubego (spożycie błonnika w diecie, a umieralność na raka jelita grubego w Chińskiej Republice Ludowej)
Choroby zamożnych kontra choroby biedy (choroby cywilizacyjne kontra choroby na które zapadają ludzie ze stref ubóstwa). I w końcu,
Stopa wzrostu chorób w zależności od spożycia zwierzęcego białka (przewlekłe choroby zwyrodnieniowe, podsumowanie wyników dotyczących obszarów wiejskich Chin)

Okazało się, że odnotowano mnóstwo istotnych statystycznie wyników potwierdzających korzyści zdrowotne z diety na bazie roślin, dla tych wszystkich, wyżej wymienionych sześciu modeli.

Czy uważam więc, że wyniki China Study stanowią absolutny dowód naukowy? Oczywiście, że nie. Absolutu przecież nie ma.

Ale to co przekazano nam w Chińskim Badaniu zapewnia mi wystarczającą ilość informacji, abym mogła podjąć praktyczne i osobiste procesy decyzyjne?
Uważam, że we wszystkich krytykach dzieła Cambella brakuje jednego.

Mianowicie brakuje proporcjonalności.

Wyrwane z kontekstu, pojedyncze uwagi ludzi, którzy albo zbyt krótko sprawę studiują, albo nigdy nie osiągną na tyle biegłości umysłowej, a przede wszystkim chęci, aby rzecz lepiej rozkminić.

Rzuca czeladź w eter: – A pszenica?

A ja się pytam mało uczenie, czy sprawa w ogóle dotyczyła białka pszenicznego? Czy Chińczyk je/jadł głównie pszenicę? Czy sprawy pszeniczne należałoby badać akurat w Chinach, czy może w USA, albo na polskiej wsi?

Czy wyobrażamy sobie, że dr. Cambell bada rzecz przez 20 lat, a nawet 30 i wydaje książkę, którą przy pomocy internetowych statystyk jest w stanie obalić/podważyć laik?

Że nie liczył się Campbell, że będą najtęższe łepetyny podważać jego badanie, bo chodzi przecież o wielki rwetes moralny, emocjonalny, obyczajowy.

No i o wielkie, ogromne, niewyobrażalne pie.

Przyznaję, że nasycone kwasy tłuszczowe zostały faktycznie wylane z kąpielą, ale niech Droga Socjeta ma na uwadze, ten jeden drobny szczegół. Że nasycone kwasy tłuszczowe, mam na myśli oczywiście nie olej kokosowy, ale nasycone kwasy tłuszczowe pochodzące od zwierząt. A więc najczęściej duża podaż tych tłuszczów łączy się z mocną zwiększoną podażą białka zwierzęcego.

Czyli mielibyśmy tutaj bardzo przekłamane korelacje.

Jedzenie tłuszczu nasyconego zwierzęcego i choroby, ale przy tym o wiele większe spożycie białka. I znowu wniosek nasuwa się sam:

Wśród chińskich chłopów raczej nie było wielkiego bogactwa, nawet wśród tych tak zwanych bogatych, tak jak nie ma jeszcze baardzo baardzo bogatych Polaków, więc badanie nad wpływem jedzenia dużej ilości tłuszczu zwierzęcego właśnie tam, nie miałoby sensu.

Już o wiele bardziej przemawia do mnie Szwajcar żyjący średnio ponad przeciętną europejską, ale tam są jeszcze inne korelacje, jak poczucie bezpieczeństwa.

Zbadajmy więc bogatego z domu Szwajcara pliiiiiiiiiisssss, ale nie chińskiego biedaka z lepianki w kontekście nasyconych odzwierzęcych kwasów tłuszczowych.

To sie może czegoś dowiemy w konkrecie.

Czego i Drogiej Socjecie życzę. Tego bezpieczeństwa Szwajcara.
pepsik konstatns Jor

Opublikowano Campbell, Chińskie badanie | Otagowano , , , | 16 komentarzy

Kto rozwala związki małżeńskie i temu podobne?

korporacyjny szczur z penisem

Krążą mity o sekutnicach, które rozkazują swoim mężom i chłopakom aportować i czyścić rynny, ale oprócz totalnego marginesu, to jest nieprawda. To od kolesia zależy szczęśliwy związek. I o tym już.

Ello Ello Pannom, Mężatkom, Świekrom, Teściowym i Kolesiom każdej maści, to znowu ja.

Takie mnie naszły przed nocą myśli.

My laski wyrzucamy sobie.

- Znowu dzisiaj przypominałam Ksantypę. Mogłam powiedzieć o jedno zdanie mniej. Ale się czepiam. Jak własna matka. Samo się jakoś mówi, a ja jestem zupełnie inna. Nie taka małostkowa cipka. Z Dulską sie nigdy nie ślizgałam na jednej ślizgawce. Nawet nie w paraleli.

Jednym słowem wydaje nam się, że w naszych związkach małżeńskich, konkubinatach, czy długo chodząc z jednym chłopakiem robimy się matronkami, żeby nie powiedzieć, że zaczynamy mieć zadatki na teściową. A ten teść taki cichutki, wycofany, całkiem miły i właściwie do rany przyłóż.

Nic bardziej mylnego.

Okazuje się, a naukowcy to właśnie potwierdzili, że tylko (przede wszystkim, bo wyjątki wiemy, że potwierdzają regułę), a więc, że tylko mężczyzna jest tak naprawdę w stanie złamać małżeństwo. Zarówno ciągłą krytyką i agresją, albo tak zwanym szukaniem świętego spokoju i wycofaniem, doprowadza do tego, że związek staje się nieszczęśliwą farsą i to dla obu stron.

Kobietę można łatwo rozkrochmalić rozmawiając z nią, rozśmieszając i nie uciekając ani w krytykę, ani w milczenie. Kobieta staje się szczęśliwa przy miłym i uważnym partnerze, a związek ma szansę na bycie po prostu szczęśliwym. Krążą mity o sekutnicach, które rozkazują/oczekują swoim mężom i chłopakom aportować i czyścić rynny, ale oprócz totalnego marginesu, to jest nieprawda.

Oczywiście, że lubimy gdy mąż coś przerzuci cięższego, albo wskoczy na drabinę, ale to tylko kwestia użyteczności domowej. Opieki. Tymczasem kobieta od rana do wieczora, ile razy rzuci gałką w kierunku swojego partnera widzi, albo dezaprobatę, albo całkowite zobojętnienie.

Tak się na dłuższą metę nie da żyć. To nie jest szczęśliwe życie w związku, gdyż to jest farsa. Tragikofarsa kołtuńska.

I to, że kobieta jest głęboko nieszczęśliwa i niespełniona sprawia, że całe pokrewieństwo jest nieudane. Gdyż nie ma pokrewieństwa dusz.
Związek szczęśliwy nie jest sumą, jest iloczynem, czyli wystarczy, że jeden czynnik jest ujemnie szczęśliwy to cały iloczyn jest nieszczęśliwy.

Jeżeli mężczyzna w związku, dajmy na to małżeńskim (oczywiście nie mówię o młodych żonkosiach, tylko o łączności z pewnym stażem) potrafi spojrzeć na swoją partnerkę z czułością, nie krytykując, z poczuciem humoru. Jeżeli chce mu się z nią gadać, jeżeli nie chowa się stale przed nią do swej ślimaczej skorupy. Jeżeli nie jest mu wszystko jedno, byle miał święty spokój. To może mieć pewność, że nawet

Ksantypa zacznie być dla niego miła i zmieni się z sekutnicy w fajną partnerkę. Bo tak jesteśmy skonstruowane. Jesteśmy samicami, które chcą się z mężczyzną dogadać. Ułożyć się chcemy. Nie przewala się w nas teściu, tylko od czasu do czasu lubimy/musimy sobie powyć do estrogenu, ale czułość rozkrochmala nas na całego. Od czułości i akceptacji stajemy się dobre.

A wielu/większość kolesi wręcz przeciwnie. Czułość działa na nich jak brzęcząca mucha, niby nic takiego, ale potrafi nakurwić.

Mamy, my kobiety w swojej naturze parcie do pięknych zachowań, które zapewnią naszej progeniturze świetne, czyli radosne dzieciństwo. Matka szczęśliwa, to dziecko szczęśliwe. To znana relacja przechodnia.

Ale oni, faceci w sensie, tego nie chcą. Faceci nie chcą pojednania, mają parcie na laski jak im teściu skacze, ale potem szybko chcą mieć święty spokój.

I umrzesz kolego, życie przeżywając obok kogoś kogo mogłeś uszczęśliwić, w zamian dostając szczęśliwe małżeństwo, związek, łodewer, a ty jak idiota wybrałeś krytykę, agresję, niechęć, wyszydzanie, wyśmiewanie, czy wręcz odwrotnie, obojętność, uniki, wycofkę i temu podobne podchody.

Żeby się od tej jedynej swojej bratniej duszy (oczywiście nie liczę mamusi) odseparować. Żeby tylko nie było za późno jak się w końcu ogarniesz i uzmysłowisz, że zepsułeś dwa życia, a niekiedy również swojej ślicznej progenitury.

Zespół naukowców z Uniwersytetu w Chicago stwierdził bezapelacyjnie, że zdrowie i osobowość męża, może być kluczem do uniknięcia konfliktów i utrzymania szczęśliwego małżeństwa przez długie lata. A przebadano masę par, które miały bardzo długi, bo ponad 30-to letni staż małżeński, (średnio 39 lat)

Im wyższy poziom pozytywnego nastawienia mężczyzny w związku, tym było bardziej udane małżeństwo.
Bowiem kobiety na pozytyw odpowiadają pozytywem.

Mamy więc feminizm, oburzamy się na niedwuznaczne, czyli traktujące nas przedmiotowo reklamy, chodzimy do pracy wyemancypowanej, jesteśmy prezeskami, dyrektorkami, szefowymi własnych firm, dokonujemy redukcji etatów, podejmujemy śmiałe decyzje biznesowe, ryzykujemy, brawurowo jeździmy wypasionymi furami, ale w domu jeden ciągle niezadowolony malkontent jest w stanie rozpierdolić nam szczęście osobiste do imentu.

Oczywiście, że można się rozwieść, ale kolejny związek można też umoczyć z negatywem. Nie ma żadnej gwarancji, dopóki kolesie nie pojmą, że to również chodzi o ich własne życie.

Ponowne Serdeczności
Jor peps

Opublikowano miszmasz, Mężowie i Żony | Otagowano | 31 komentarzy

Co jeść, aby wzmocnić wątrobę?

wątrobaBędziesz jadł i pił dziwne/niejadalne rzeczy to z pewnością dojdzie do tego, że osłabisz jeden z najważniejszych narządów, czyli wątrobę. W efekcie będziesz niedożywiony. A potem chory. Ale o tym za chwilę.

Hejstwo Ludziom Kochanym,

Wczoraj w subiektywnej ocenie wyłoniłam zwycięzcę konkursu w postaci poety Łysicy. Rzeczywiście na tym wysokim nad poziom morza kołnierzu można mnie było za węgłem spotkać. Łysico, wypełnij formularz zakupowy wchodząc na Znachorów, czyli uzdrawiającą manifę, z dopiskiem konkurs. Gratuluję.

Nie cieszcie się, bo dzisiaj kolejna zagadka z serii Gdzie jest pepsi? Nagroda Znachorzy w pdf, tutaj bezet, zostanie wyłoniona wśród tych, którzy najbliżej dotrą do prawdy w formie, która subiektywnie, czyli mnie się najbardziej spodoba.

peps na szczycie                                             No gdzie jest pepsi?

A teraz tematyczny koks.

To oczywiste, że wątroba jest jednym z najważniejszych organów, gdyż jest odpowiedzialna za filtrowanie i odtruwanie naszych ciał z toksyn środowiskowych i organizmów chorobotwórczych.

Przypomnę tylko telegraficznie, dlaczego tak zależy nam na dobrym zdrowiu wątroby.

Wątroba przekształca składniki odżywcze z pożywienia na podstawowe składniki krwi. Sprawia, że witaminy i minerały zostają w organizmie przechowane. Wytwarza również klucz białek i enzymów, które utrzymują równowagę hormonalną w organizmie. Pomaga w immunologicznym zwalczaniu zakażeń i usuwaniu mikroorganizmów z krwi. Produkuje także żółć, która jest niezbędna do trawienia tłuszczów w naszej diecie.

Co szkodzi Twojej wątrobie?

Najbardziej szkodzą wątrobie toksyny środowiskowe, organizmy zakaźne, alkohol i nieodpowiednia dieta. Narażenie naszej wątroby na chemikalia i inne toksyny sprawia, że nie może się dobrze wywiązywać nasza wątroba z innych funkcji, gdyż głównie na potęgę stara się neutralizować i wyłączać trujące cząsteczki.

Te fatalne substancje chemiczne to miedzy innymi: ksylen, benzen, składniki środków dezynfekujących, metale ciężkie, pestycydy i dym papierosowy.

Organizmy zakaźne są główną przyczyną stresu i zapalenia wątroby. Szczególnie niebezpieczne są zapalenia wątroby typu B i C. Każdy rodzaj przewlekłego zakażenia w organizmie, typu grypa, borelioza, aflatoksyny i inne mikotoksyny są w stanie doprowadzić do stanów zapalnych wątroby i do jej uszkodzenia.

Również zła dieta szkodzi wątrobie, o czym wiemy, ale i tak przypomnę Drogiej Socjecie

Alkohol i zła dieta uszkadzają wątrobę. Alkohol musi przejść przez cykl detoksykacji wątroby, aby zostać metabolizowany i wyłączony z organizmu. Częste spożywanie alkoholu wyczeruje wątrobę z cennego glutationu, związków siarki i składników metylujących, takich jak cynk, ryboflawina, B6, kwas foliowy i witamina B12.

Fatalna dieta bogata w przetworzoną żywność zawierającą toksyczne dodatki, konserwanty, pestycydy, GMO również opróżnia wątrobę z cennego glutationu, związków siarki i pierwiastków metylujących.

Będziesz jadł i pił dziwne rzeczy to z pewnością dojdzie do tego, że będziesz niedożywiony.

Droga Socjeta pisze do mnie, że owszem jestem na witarce, 811, wegetce, łodewer, coś z tym guście, ale przyznaję się bez bicia, że czasami mam wyskoki i jem fast food, pizze, batoniki w typie mars i napiję się cc, albo dajmy na to … pepsi.

Powiem szczerze, że tego nie rozumiem.

Gdy czytam takiego maila, to odbieram tę spowiedź, jakby mi ktoś napisał, że nie wytrzymał i zjadł dętkę od roweru, albo starą blaszaną chochlę znalazł w lesie, przy dukcie i ją skonsumował, bo miał takie parcie.

Przecież jest lista rzeczy, które są prowiantem, zaliczają się do jedzenia, a jest lista nieskończenie większej ilości rzeczy, które nie są pożywieniem. Nigdy nie były i nie będą. Do nich zalicza się para kaloszy, narta biegówka, frytki, pizza, w tym wegetariańska, albo zgoła wegańska, baton mars, folia aluminiowa, myszka do komputera, czy kajzerka. I temu podobne, mogę wyliczać dwa lata.

Czy Droga Socjeta nie wie o tym, że tego się nie je? Nigdy? Bo to nie służy do jedzenia?

Gdybym przeczytała, puściły mi hamulce pepsi i zjadłam masę orzechów, albo raw czekolady gorzkiej się nażarłem, albo pochłonąłem dwa kalafiory i brokuła z winegretem na bazie oleju kokosowego, albo ba, jestem w ciąży i zjadłam słoiczek musztardy francuskiej (z pominięciem samego słoiczka), to bym to wszystko pojęła, zajęła się doradztwem felczerskim i jakoś byśmy z tego wyszli.

Ale, że ktoś nie wytrzymał i wyżarł wszystkie paprochy, albo rzucił się na pręt do przesuwania firan, to felczer tego nie rozumie.

Plan żywienia Twojej wątroby

Pokarmy, które są trudne dla wątroby powinny być wyeliminowane.
Obejmuje to wysoko przetworzone produkty, w tym rafinady, a także gluten, soję, orzeszki ziemne, pasteryzowane mleko i zboża.

Żywność, która jest bogata w mikotoksyny powinna być również zminimalizowana.

Obejmuje to większość roślin strączkowych i orzechów, które powinny być spożywane tylko w niewielkich ilościach, czyli z umiarem.

Żywność powinna być organiczna, co jest najlepsze, szczególnie przy parszywej dwunastce. Powinna być przechowywana w lodówce, aby zapobiec tworzeniu się mikotoksyn.

A także zastanowić się należy nad spożyciem każdej filiżanki kawy i … kakao.

Niestety to co przyczynia się do naszego zdrowia, akurat mam na myśli skład kakao, a nie kawę i jego bogactwo w ważne minerały, jak magnez, nie koniecznie jak widzimy działa pro zdrowotnie na wątrobę. Musimy zawsze świadomie podejmować nasze decyzje.

Kawa z jednej strony działa niejednokrotnie kojąco na naszą psychikę, a nawet napędza metabolizm, czyli odchudza, ale kawa wali po naszej wątrobie. I to trzeba mieć na uwadze.

Wybierać z premedytacją należy pożywienie, w przeciwieństwie do wyboru przyjaciół.

No i woda. Masz pić czystą.

Jakie więc felczerko pepsi polecasz najlepsze pokarmy dla zdrowia wątroby?

Wśród najlepszej dla wątroby żywności znajduje się szama bogata w witaminy z grupy B, witaminę C i mikroelementy.

Wiele surowych warzyw doskonale spełnia te wymogi, takich jak seler, szpinak, ogórki, sałata i również warzywa gotowane na parze, szczególnie z rodziny krzyżowych.

Szczególnie zaleca się picie soków warzywnych, z których wątrobie łatwiej metabolizować / wchłonąć przez organizm składniki odżywcze.

Owoce cytrusowe owoce i jagody są szczególnie dobre dla wątroby.

Korzystanie z ziół, takich jak imbir, oset, mięta, pietruszka, mniszek lekarski, czosnek, kurkuma jest również bardzo dobre dla zdrowia Twojej wątroby.

Chlorella należy do najlepszych odtruwaczy wątroby.

DSC03789Świetnym przepisem dla wątroby, ale też dla naszych nerek jest wyciśnięcie soku ze:
szpinaku, selera, ogórka, cytryny i imbiru. 

Innym świetnym rozwiązaniem jest:
sok z kapusty, z ogórka, pietruszki i selera.

DSC03790

I ostateczność.

W tym momencie zadam przykrość wegetarianom i sobie samej. Jedzenie wątroby (dlatego suplementy z wyciągu wątroby są obowiązujące w kuracji Gersona) organicznie wyhodowanego zwierzęcia, czyli żywiącego się zieloną trawą w przypadku wołowiny, albo wątroby dzikich ryb jest z kolei dla przepracowanych wątrób naszych wskazane. Tak przynajmniej twierdzi Dr David Jockers, któego już wielokrotnie na tym blogu cytowałam. To ten od Exodus Centrum Zdrowia w Kennesaw w USA.

Źródła  1 ,  2

I tym niepokojącym akcentem kończę dzisiejsze wypociny w temacie Ątroba.
Serdeczności
peps

 

Opublikowano Wątroba | 30 komentarzy

Dobrze wiem dlaczego jestem gruby

6Oczywiście pewna ilość tkanki tłuszczowej niezbędna jest każdemu, w tym obecnemu grubemu, nie mówiąc już o kobiecie, która chciałaby kogoś urodzić, bo poziom estrogenów jest również zależny od ilości tkanki tłuszczowej. Ale o tym za chwilę.

Jolanta Państwu,

We wczorajszym konkursie zwyciężyła według mojej subiektywnej oceny Oregano. Faktycznie byłam tam gdzie byłam. Oregano wypełnij formularz klikając w Znachorów, czyli uzdrawiającą manifę i nie zapomnij napisać, wygrana w konkursie, lub zgoła tylko konkurs. Gratuluję. Uśmiech.

Dzisiaj następny konkurs, pod kryptonimem Gdzie jest pepsi? Utrudnienie jest takie, że do moich subiektywnych ocen będą brane tylko odpowiedzi wierszem. Dopuszczam biały. Nagroda bezet, czyli Znachorzy w pdf-ie.

Wczoraj wpadł mi w grabki ciekawy artykuł napisany przez awangardowego lekarza Francuza. Autor interesująco nawijał o jelitach, jako naszym drugim mózgu.

Pomyślałam, ależ jestem ograniczona, siedzę tylko na tych amerykańskich wypocinach, a tu za miedzą sie dzieje. Zaczęłam więc węszyć Herlokiem Szolmsem i Droga Socjeto doszłam do wniosku, że jeszcze nie teraz.

pe                                       Gdzie jest pepsi?

Krążyłam po francuskich stronach, natura i zdrowie, naturopatia i takie tam i poczułam się spokojniej. Jeszcze nie teraz.

Właśnie na postępowej w myśl medyczną, awangardowej w alternatywne rozwiązania, nowoczesnej w idee uzdrawiania stronie czytam w niusach, że ci dziwni Amerykanie jarają się zielonymi koktajlami i że być może coś w tym jest.

pe2A następnie pozytywna opinia o zielonych sokach warzywno-owocowych i na koniec rada, że ze wszystkich owoców można wyciskać sok, ale nie z banana ani awokado. Nigdy bym na to nie wpadła, senkju Francuzie. Raczej mersi boku.

Cokolwiek nie powiedzieć Francuzi w kwestii zielonych szejków jeszcze bardzo raczkują. Bijemy ich na sagan.

8

A teraz meritum, czyli:

No właśnie. Dobrze wiemy dlaczego jesteśmy grubi i nie potrzebujemy do tego wielkich mecyi od żadnego guru. Żeby schudnąć.

Faktycznie są wyjątki spowodowane dziwnie nie logicznymi reakcjami naszego organizmu, gdy jemy mało, albo sporo mniej, a jednak nie chudniemy przykładowo z powodu niedoczynności tarczycy. Zdarza się, że nie chudniemy, bo jemy o wiele za mało, albo się nie wysypiamy.

Piszą uprzejmi czytelnicy, którzy mają ochotę zacząć program Jem i … chudnę, ale zaznaczają na wstępie, że będą ćwiczyć rzadko i krótko i raczej z tendencją do wcale.

Albo tacy, którzy mają delikatne halo do mnie, że nie mówię jak utyć. Tymczasem tak naprawdę i w jednym i w drugim przypadku (z małymi wyjątkami) rozchodzi się o jedno i to samo, czyli o beztłuszczową masę mięśniową.

Jeżeli nie będziesz codziennie ćwiczył, a tylko ograniczysz jedzenie, albo nawet zmienisz całe podejście do odżywiania, to gdy nie będziesz się ruszał, tak czy inaczej głównie spadnie Twoja beztłuszczowa masa ciała.

To samo dzieje się z ludźmi, którzy chcąc przytyć. Będą się obżerać bez wykonywania odpowiednich ćwiczeń fizycznych, wzrośnie ewentualnie ich poziom tłuszczu, ale nie beztłuszczowa masa ciała. O którą w rzeczywistości wszystkim się rozchodzi.

7Oczywiście pewna ilość tkanki tłuszczowej niezbędna jest każdemu nie mówiąc już o kobiecie, która chciałaby kogoś urodzić, bo poziom estrogenów jest również zależny od ilości tkanki tłuszczowej.

Grubi i chudzi muszą zdrowo się odżywiać, co na podstawie moich wnikliwych badań praktycznie oznacza głównie jedno. Eliminować.

Eliminować rafinady, gluten, soję niefermentowaną, krowi nabiał, potrawy smażone i dania wysoko przetworzone i dopiero na bazę tych eliminacji nałożyć swoją dietę należy. Z osobistymi preferencjami i odpowiadającą możliwościom metabolicznym organizmów własnych na dany moment.

Nie przestawać jeść, nie głodzić się o ile jesteśmy zdrowi i cieszyć się jedzeniem, bo to dla nas zwierząt ekstra radość jest. Jak mało jesz to po pewnym czasie Twoja waga stanie w miejscu, a jak później zaczniesz jeść nawet trochę więcej nastąpi efekt jojo.

Oczywiście należy jeść również produkty, które sprzyjają odtłuszczaniu, w tym popieram jedzenie roślin, które podkręcają metabolizm, czy to w formie diety, czy jej suplementów.

Skoro uwierzyłeś mi na słowo, że musisz jeść, jednocześnie eliminując niezdrowe pokarmy, to uwierz także, że musisz codziennie ćwiczyć. Dzisiaj podsuwam jeszcze inny pomysł, dla tych, którzy faktycznie nienawidzą biegać, albo wierzę z kolei im na słowo, że po prostu nie mogą.

kettlebellsCzy Droga Socjeta zdaje sobie sprawozdanie z tego, że jest ćwiczenie, które może być doskonałym elementem treningu tlenowego, a badania pokazują, że podczas intensywnych dwudziestu minut owego ćwiczenia spalanie osiąga zawrotną prędkość co najmniej dwudziestu kalorii na minutę?

To jest praktycznie ewenementem poza skalą ćwiczebną, bowiem przyrównuje się go do narciarstwa biegowego. I to pod górę i w szybkim tempie. To bardzo szybkie spalanie kalorii.

Tym ćwiczeniem jest Kettlebell, a raczej z owym czajnikiem ćwiczenie. Używano czajnika już w 1700 roku, ale od pewnego czasu jest również i na nowo bardzo ceniony.

Gdy ćwiczenia czajnikiem są wykonywane prawidłowo, zwiększa się siła i wytrzymałość ćwiczącego, ale też można je stosować jako ważną część programu utraty wagi, obok eliminacji niektórych pokarmów.

Uwaga, dobrze wykonane ćwiczenia czajnikiem mogą poprawić, jak je mamy, ale kto nie ma, nasze problemy z plecami. Podstawowe ruchy Kettlebellem angażują całe ciało i są często wykorzystywane jako część treningu interwałowego, CrossFitu, ćwiczeń obwodowych i tym podobne.

Najbardziej znany na świecie ekspert od kręgosłupa, dr Stuart McGill, odkrył unikalne wzorce ładowania podczas huśtawki Kettlebellem. Te wzorce ładowania i wzmocnienia tylnego łańcucha kręgosłupa przyczyniają się do poprawy zdrowia wielu osób ćwiczących z czajnikiem.

Inne badania potwierdzają te odkrycia, a także dodatkowo wykazały, że prawidłowo wykonywane ruchy Kettlebellem zmniejszają ból szyi i ramion.

Nie chcesz biegać, a chcesz spaść ze smalcu? Naucz się wywijać czajnikiem, a schudniesz jak narciarski przełajowiec.

Chcesz nabrać beztłuszczowej masy? Odstaw za ciężką dla ciebie sztangę i przerzuć się na Kettlebella, gdyż efekty osiągniesz podobne, a trening będziesz mógł wykonywać z mniejszymi ciężarami, przez co łatwiejszy do wykonania.

Oczywiście kiedy chcesz też biegać, to obok kłusu trening czajnikiem może być doskonałym elementem treningu obwodowego wysokiej intensywności lub treningu interwałowego.

Pierwsze kroki z kettlebells

Uwaga, debiutanci z powodu braku doświadczenia powinni skonsultować się z doświadczonym trenerem. Podstawowe ruchy są łatwe i intuicyjne. Jednak wykonywanie czajnikiem ćwiczeń w niewłaściwy sposób zwiększa ryzyko kontuzji i ogranicza rzeczywiste korzyści.

Kobiety zwykle mogą rozpoczynać akcję z czajnikami od 5 kilogramów i dojść do 11, a mężczyźni od 9 do 16 kilogramów.

Początkujący, gdy robi pewne ćwiczenia zazwyczaj odczuwa ból w okolicy nadgarstka. Jest to naturalne i te niemiłe odczucia zmniejszą się gdy poprawi się technikę.

Tymczasem już 20-to minutowy trening Kettlebell wykonywany dwa razy w tygodniu może być bardzo skuteczny, gdy chcemy poprawić swój stan zdrowia, zwiększyć siłę i wytrzymałość, no i oczywiście schudnąć, a raczej odtłuścić się.

Na początku wykonuj ćwiczenia tylko przez kilka minut i rób krótkie przerwy, a może to być alternatywą dla treningu aerobowego. A najlepiej uzupełnieniem – dodała peps. Czyżby złośliwie?

Ukłony
jor pepsin

PS

Info dla zainteresowanych  -  omega-3 TiB jest już  obecna

Opublikowano Bieganie, Zdrowie | Otagowano , , , , | 22 komentarzy

Jak umoczyć całkiem ładny biznes

6Podchodzili, cmokali z zachwytu, ale sporadycznie z tendencją do nigdy, kupowali, gdyż to było za drogie. A powinno być tanie. I o tym za chwilę.

Jolka Ludzie Śliczni,

Wczorajszy konkurs rozstrzygnęłam jak zwykle subiektywnie, chociaż muszę przyznać, że żadna z odpowiedzi nie rzuciła mnie na stawy kolanowe, tak czy inaczej książka Znachorzy w pdf-ie idzie do Kaśko, która odgadła, że to początek drogi na Kondratową, chociaż ostatecznie zmierzałam do Murowańca. Kaśko uprasza się Ciebie o wypełnienie formularza zakupowego przy Znachorach (z boku strony) z dopiskiem – wygrana w konkursie. Kaśko gratuluję. Uśmiech.

Dzisiaj nowa zagadka. Gdzie jest pepsi? Nagroda ciągle ta sama, Znachorzy, czyli uzdrawiająca manifa, w pdf.

ja i Lecorbousier

                                      Zagadka. Gdzie się podziewa pepsi?

Szczerze? Kiedyś mylnie zinterpretowałam zasadę 80/20, zwaną też zasadą Pareto, włoskiego ekonomisty sprzed wieku, który stwierdził na podstawie obserwacji, że 80% wyników wypływa tylko z 20% przyczyn.

Natychmiast przewrotnie uznałam, że im więcej będzie działań z mojej strony, to wyłoni się, co niby oczywiste, więcej tych 20% akuratnych przyczyn, które dadzą odpowiednio więcej świetnych wyników, skoro skutki wyrażone są procentem.

Była to oczywiście iluzja i brak zrozumienia, bo 80% upragnionych skutków uzyskujemy z 20%, ale nie jakichkolwiek działań, tylko tych przemyślanych i mających jakieś szanse na odpowiedni wynik.

Można tę zasadę łatwo zrozumieć na przykładzie zatowarowania sklepu. Okazuje się, że tylko 20% towaru robi 80% obrotów i jeżeli właściciel sklepu jest tego nieświadomy i nie zabezpieczy sobie tej podstawowej oferty robiącej mu biznes, to z pewnością interes się nie powiedzie.

Natomiast tak jak powiedziałam, tkwiłam w błędzie. Liczyłam na mądrą zasadę akcja, reakcja. Ale skoro akcja była głupia, reakcja pożądana nie nastąpiła.

Postanowiłam otworzyć sklep, raczej coś małego z fajnym dizajnem, którego jak stwierdziłam nie ma. Fajnego. W tym celu udałam się na jedne z największych na świecie targów dizajnu, odbywające się pod Paryżem i nabrałam naręcza adresów od producentów, mniejszych i większych, z poczuciem humoru i całkiem smutnych, ale bardzo praktycznych.

7

                                           focia umoczonego

Przecież Ludzie z pewnością są stęsknieni za dizajnem, który dla nich wybrałam. Ze światowej półki. Zaprojektowałam stoisko, podnajęłam horrendalnie drogą, gdyż innej nie było, powierzchnię w stosunkowo lubianej galerii i zjechał przedmiot. Ponieważ towar przybywał z zagranicy i był naprawdę ładny nie siedział w widełkach tani.

Po prostu się tam nie zmieścił.

Nie miałam owych 20% tanich rzeczy, które zrobiłyby mi 80% dużego obrotu. Praktycznie nie ma ładnych tanich rzeczy za wyjątkiem czegoś odebranego za friko naturze. A z pewnością na targach światowego dizajnu właściwie takiego dizajnu nie było.

2

                                                       detale umoczonego

Podchodzili, cmokali z zachwytu, ale sporadycznie z tendencją do nigdy, kupowali, gdyż to było za drogie. A powinno być tanie.

Jeżeli udawało mi się cokolwiek sprzedać w zauważalnych ilościach, to kupujący pochodzili albo ze słonecznej Italii, albo innych krajów. W tym Francji.

5 Po ponad pół roku dokładania do quasi biznesu i liczenia na cud, w końcu odpuściłam.

Tymczasem, gdybym wcześniej skupiła się bardziej i wyobraziła potencjalnego klienta, czyli tak zwany target określiła. A wystarczyło się trochę rozejrzeć na boki, a nie konfabulować zasady Pareto. Raczej bym nie umoczyła biznesu, gdyż by go nie było. Zero biznesu by było i to od początku.

3

Po co opowiadam tę dykteryjkę, ku przestrodze?

Z dwóch powodów.

Primo, że nie należy bagatelizować, albo błędnie interpretować praw ekonomicznych, w tym zasady Pareto.

Zaś sekundo, żeby wyjaśnić Drogiej Socjecie skąd w raczej nie starym wnętrzu, które wczoraj opublikowałam znalazło się tyle zasiedziałego, na pierwszy rzut gałki detalu.

1

To są właśnie owe niedobitki z umoczonego biznesu i zjechały do domiszcza tego samego dnia. Jak jeden mąż.

Serdeczności

peps

Opublikowano Styl życia | Otagowano , | 23 komentarzy

Przeładowany detalem styl wintycz vs minimalizm

kuchżycie2
Jeżeli jesteś człowiekiem lubiącym chaos masz dwa wyjścia, albo minimalistycznym wnętrzem próbować ujarzmić swój charakter, albo poszukać kontynuacji siebie samego na zewnątrz, czyli uroczo przeładowanego wintycz. Ale o tym za moment.

Jolusia Najśliczniejszym,

Bardzo subiektywnie wyłoniłam wczorajszego zwycięzcę konkursu i jest nią Karmiąca Matka, Agi Coolpi. Oczywiście prawidłową odpowiedź udzielili Wszyscy, bo pepsi goniła akurat po Paryżu. Książka Znachorzy, w pdf-ie zostanie przesłana do Agi Coolpi. Życzę zdrówka.

Ale nie nerwujsja Droga Socjeto, bo dzisiaj kolejny konkurs w temacie gdzie jest pepsi i nagrodą również są Znachorzy w pdf-ie. Należy w dzisiejszych komciach zawrzeć odpowiedź, a ja ponownie wybiorę jakże subiektywnie kolejnego zwycięzcę.

(Już drugi) wpis w zakładce Lajfstajlowej. 

O wyższości przeładowanego detalem stylu wintycz, nad minimalistycznym.

Jadę z koksem.

Słabą architekturą możemy wyrządzić krzywdę ludzkości, słabe wnętrza użyteczności publicznej wyrządzają szkody w psychice odbiorców nie na długo, gdyż raz na 10 lat urzędy i biura zmieniają wystrój, a po drugie w urzędach i biurach dominuje taka irytacja, że interior jest ostatnią rzeczą o której myślimy.

Natomiast najczęściej krzywdę o niewielkim zasięgu, ale za to constans, w sensie, że stale, wyrządzają nam nasze osobiste wnętrza mieszkalne. Przez nasz niewyrobiony, a najczęściej wypatrzony gust, nasze dzieci skazane są na brzydotę już od urodzenia. Mieszkamy we wnętrzach słabych i przygnębiających.

Kaśka MurowaniecDzisiaj zagadka trudniejsza, bo gdzie jest pepsi? (Można zadawać pytania pomocnicze)

Powielamy schematy.

Nie potrafimy uzewnętrznić naszych faktycznych potrzeb do kontaktu z pięknem, gdyż podobają się nam potworne rzeczy. Nasi wnętrzarze ukończyli trzyletnie łikendowe kursy strojenia mieszkań i są przekonani, że mogą kreować przestrzeń innym, gdyż zostali wyżej wykształceni licencjatem i mogą używać sztancy. Żeby to jeszcze była ich własna sztanca.

kuchnia-Witarianki,-projekt-pepsi

przykład rozwiązania oszczędnego w przedmiot i rzucająca na stawy kolanowe posadzka kamienna (to nie gres) z białego marmuru i czarnego granitu. Na całej długości ściany, od okna kuchni do końca salonu, powstał na posadzce pas trójkątów ciętych po przekątnej, na jedną płytkę.

Projekt aranżacji wnętrz wraz z nadzorem wykonawczym – Pepsi Eliot
Inwestor: Piękna para młodych i bardzo aktywnych zawodowo ludzi płci przeciwnej (do siebie)

Ale tak naprawdę wnętrze, czyli nasze najbliższe otoczenie musi być z nami spójne, a skoro różnimy się od innych, wnętrza w których żyjemy powinny się różnić. I tę zasadę dobrze widać w magazynach zachodnich, że różne osoby mieszkają w różnym/indywidualnym otoczeniu, pomimo, że można je przypisać jakiemuś gatunkowi/stylowi/trendowi.

bałagan W przypadku tego wiejskiego wnętrza nawet bałagan na stole nie przeszkadza

W tle identyczna zmywara Smeg i lodówka też Smeg, jak na zdjęciu powyżej, tyle, że inna skórka na lodówie, co widać gołą gałką

Ale w polskich magazynach wnętrzarskich nasze gały śledzą jedynie lokale na jedno kopyto. Wysoki styl, na kształt hot couture z nadętych salonów, jest tak nudny i powtarzalny jak rolki sushi, a ten niższy, prêt-à-porter, czyli ikea z włóczki tak samo nużący, tym razem jak ziemniaczane pyzy.

det1Grube blaty z betonu szlifowanego i pokrytego żywicą okazały się świetne, tyle, że nieco drogie. Uśmieszek. 

Wszyscy posrani, żeby tylko nie było piętna indywidualizmu, żeby uniknąć za wszelką cenę dowcipu, poczucia humoru, czegokolwiek co wyróżnia dobre wnętrze od skopiowania pseudo pięknej łazienki urządzonej w Maxflizie.

widokbliż2kuch2

Co więc radzi pepsi?

Należy zrobić sobie filiżankę zielonej herbaty, przysiąść na chwilę i zastanowić się kim jestem i co naprawdę lubię robić. Odnaleźć w sobie należy tego człowieka pierwotnego, który nagle podszedł do ściany w jaskini krasowej Lascaux w obecnej Akwitanii i kawałkiem smolnej szczapy narysował prosto z trzewi mamuta na ścianie. Ozdobił se pokój, perfekcyjnie szczerą ozdobą wnętrza. Właśnie takie powinny być interiory, które nas otaczają. Szczerze piękne.

lascauxmain                                                   malowidła w Lascaux 

Góral niech żyje po góralsku, i niech nie wiesza u pułapu pseudo Tiffany’ego. Takie lampy do zrzygania spotkamy we wszystkich lokalach z goframi na Krupówkach, bo żona właściciela połowy Zakopca uważa się za dizajnerkę.

Całkowita nie prawda i człowiek po prostu wyje z estetycznej rozpaczy. Witarianin powie, a po co ci wchodzić pepsi do frytkownicy? A ja odpowiadam, że sie wchodzi tu i tam.

drzwi-witarianki-projekt-pepsi

niby ciężkie stalowe drzwi (rozsuwane) do sypialni, wydzielają przestrzeń, ale dzięki przeszkleniom nabierają lekkości. Zamiast regału, bo musiałby być na prawdę wypasiony, dwie drabiny pomalowane z połyskiem na czarno i ładnymi łańcuchami zostały połączone kładkami szklanych i grubych pół pod książki i drobiazgi. Akurat nie mam stosownego zdjęcia, aby to udowodnić. Uwierzcie na słowo, że wygląda to zajebiście.

widok2                                              no i kontra na powyższe 

Tymczasem nasze wnętrza powinny być szczere.

Może nawet oderwane od trendów i mody, bo i tak laik, w tym quasi designer ich nie zrozumie i zrobi nam w domu kupę. I sobie pójdzie. A my będziemy musieli żyć z tym stolcem, aż dojdziemy do mylnych wniosków, że sraka jest dobrym designem.

łaz1Łazienka z betonu, na razie bez koloru, dopiero detalem zburzy się szarość i surowość wnętrza. Taki szaliczek Wisła Pany i będzie spoko.

Jeżeli jesteś człowiekiem lubiącym chaos i rozgardiasz, masz dwa wyjścia, albo harmonijnym, minimalistycznym wnętrzem próbować ujarzmić swój charakter, czyli wyciszyć się i uspokoić, albo poszukać dla siebie kontynuacji na zewnątrz, czyli pasującego do Ciebie wnętrza pełnego pięknych jak Ty sam przedmiotów, uroczych zadrapań i zniszczeń.

łaz2A tutaj z kolei kamienna łazienka wintycz, gdzie nad wanną Kohlera (sic!) zawiesiłam landszaft z Leroy Merlin kupiony za grosze, jednym słowem wszystkie chwyty dozwolone

Jednym słowem mojego wielbionego stylu wintycz, w którym bardzo łatwo się mieszka z rodziną. Nie martwisz się, że coś Ci rodzina zniszczy. Uśmieszek. Rzeczy ze śladami używania, nowe, stare, czy postarzane, są zawsze w formie, dopóki się nie rozlecą.

szafa1

Żeby nie było tak poważnie i jednorodnie, a mam bardzo przyjacielski stosunek do drewna, szafa w hollu została wyposażona w drzwi jeżdżące z surowej deski sosnowej. Niejako wrota do stodoły. Prowokacyjny zabieg formalny, ale Inwestorom się spodobał.

konsola

Na przykładzie dzisiejszych dwóch wnętrz mojego autorstwa mam nadzieję zobrazowałam, co miałam mniej więcej na myśli.

Ściskam Socjetę Drogą
nieustająco jor pepsik

PS
Jeszcze przed świętami pojawi się co najmniej jeden post w resorcie lajfstajla w temacie dekoracji wielkanocnych. DIY i nie tylko.

Opublikowano Styl życia | Otagowano , | 44 komentarzy

Woda destylowana?

DSC03760Daniel Vitalis oświadcza, że woda demineralizowana, jak również taka, którą otrzymujemy w wyniku destylacji, oraz w wyniku odwróconej osmozy, może prowadzić do problemów zdrowotnych. I o tym za moment.

Joł Państwu,

Kilka słów wyjaśnień, bo zdaje się, że wyraziłam się wczoraj mało jasno. Blog ten będzie istniał w najlepsze nadal, tylko zostanie przeniesiony pod adres www.pepsieliot.com, właśnie ze względu na bezpieczeństwo.

A na fejsbuniu wprowadziłam tylko nowego fanpejdża ze względu na to, że mogę już używać ksywki Pepsi Eliot. Dlatego serdecznie pllllllllllllllliiiiiiiiiiiiiissssssssssssss Drogą Socjetę o lajkowanie Pepsi Eliot TUTAJ.
I jeszcze jedno powtórzenie, że blog ten od wczoraj rozszerzył tematykę o ogólnie pojęty styl życia, czyli obok zdrowia zawierającego również tematy jedzenia i sportu/biegania, co oczywiste, będzie jeszcze mieścił w sobie dizajn i temu podobne, co mniej oczywiste.

woda4Wracam do meritum.
O wodzie pisałam już kilka razy, między innymi TUTAJ , ale stale mnie się o wodę pyta, a więc ponownie rzucam parę słów o wodzie.
To każdy wie, że woda w wielkim procencie stanowi nasz komponent. W zależności od tego ile mamy tłuszczu od więcej niż połowy nas, aż do 4/5 stanowi łoter, co stanowi około 85% naszego mózgu, 80% krwi, 70% masy mięśniowej. Woda stanowi nasze paliwo, płyn chłodzący, a także smarowidło.
Generalnie wszyscy już wiedzą, a Droga Socjeta zgromadzona na tym blogu szczególnie ma świadomość, że nawilżanie jest niesłychanie ważne. Jednak wciąż wisi nad moim saganem kłeszczyn, mianowicie.

pepsi i G                                             Uwaga, to jest zagadka, a wyjaśnienie na końcu wpisu

Która woda jest najlepsza?

Czy coś trzeba z nią robić, czy raczej postawić na pierwotność?

Jest wielu guru od rawu i Oni mają swoje teorie o najlepszej wodzie.
Niejaki David Wolfe popiera jedynie wodę źródlaną w szklanych butelkach, podobnie jak dietetyk i mecenas naturalnego zdrowia Daniel Vitalis.

Brian Clement z Instytutu Zdrowia Hipokratesa zaleca wodę żywą, a z kolei doktor Gabriel Cousens sprzyja wodzie destylowanej, która została zreorganizowana.
No i właśnie tą przetwarzaną wodą chciałabym się trochę zająć w dzisiejszym poście.

Przetwarzana/destylowana woda może być problematyczna, jednak ta z komunalnych oczyszczalni bez jakiegoś potraktowania jej w domu filtrem jest również raczej nie do przyjęcia.

Daniel Vitalis oświadcza, że woda demineralizowana, jak również taka, którą otrzymujemy w wyniku destylacji, oraz w wyniku odwróconej osmozy (kupuje się takie specjalne filtry) może prowadzić do problemów zdrowotnych.

Ostatnie badania epidemiologiczne przeprowadzone wśród rosyjskiej ludności, a badania te miały ekologiczne podstawy, a więc ludzie pijący wodę o różnej TDS (całkowita zawartość części stałych organicznych i nieorganicznych w cieczy) i badania te sugerują, że niska mineralizacja wody pitnej może być czynnikiem ryzyka nadciśnienia tętniczego, choroby niedokrwiennej serca, wrzodów żołądka i dwunastnicy, przewlekłych zapaleń błony śluzowej żołądka, wola, powikłań ciąży i kilku powikłań u noworodków i niemowląt, w tym żółtaczki, niedokrwistości, złamań i zaburzeń wzrostu. Oto zagrożenia zdrowotne picia wody zdemineralizowanej według F. Kožíšek, wytyczne WHO dotyczących jakości wody pitnej .

Vitalis idzie nawet dalej, przyrównując odwróconą osmozę i wodę destylowaną do “białej mąki” wody. W przeciwieństwie do naturalnej, więc “razowej”. 

Cokolwiek jednak Vitalis nie klasyfikuje i do czego, to usuwanie odpadów farmaceutycznych i przemysłowych, metali ciężkich, chemikaliów, fluorku, cząstek radioaktywnych i chloru z wody pitnej jest niezwykle ważne.

Jak więc możemy znaleźć równowagę?

Dr Cousens sugeruje, aby stosować proces destylacji w celu usunięcia toksyn, a następnie restrukturyzować wodę do pierwiastków śladowych dodając do niej małe ilości nieprzetworzonej ekologicznej soli.

Tymczasem zarówno Wolfe jak i Vitalis zdecydowanie odradzają picie wody destylowanej, ale znalezienie źródła dzikiej wody wolnej od zanieczyszczeń.

Ale mi porady. To każdy wie.

Oczywiście można kupić naturalną wodę źródlaną w szklanych butelkach, jednak z dwóch powodów jest to trudne do stałej i pełnej realizacji. Mianowicie taka woda waży znacznie więcej, a także znacznie więcej kosztuje. 

Możesz też podłączyć się do jakiejś wody żywej w obszarze Twojego miejsca zamieszkania.

Powstają nawet sztuczne systemy wody żywej, które miedzianymi rurkami drgającymi jakby naturalnie rozprowadzają wodę i to ma niby być dla wody bardzo wskazane, a dla pijących ją do zmylenia imitujące naturę. Ale nie mam podręcznego systemu wody żywej, nie wiem jak Droga Socjeta.

Wreszcie, jest alkaliczna woda jonizowana. Laureat Nagrody Nobla Dr Henri Coanda spędził sześć dekad studiując wodę, którą pili/piją? Hunzowie i odkrył, że ta woda posiada unikalną lepkość i napięcie powierzchniowe.

Woda miała również wysokie, zasadowe pH i co wyjątkowe, zawierała obfite ilości aktywnego wodoru koloidalnych minerałów. Na podstawie tego badania, japońscy naukowcy starali się odtworzyć wodę Hunzów za pomocą rosyjskiej technologii elektrolizy, co doprowadziło do powstania wody zjonizowanej.

Niestety, wielu znawców tematu, w tym dr. Lawrence Wilson, uważają, że woda jonizowana jest daleka od prawdziwej wody źródlanej i należy jej unikać.

Dr Wilson zauważa, że ​​naturalna woda przepływa przez skały w ziemi i pobiera z nich różne minerały, które wpływają na jej pH.

Dobra woda źródlana ma zazwyczaj lekko zasadowe pH około 8 , a nawet 8,5, ale nie wiele więcej. Tymczasem woda z jonizatorów może mieć wartość pH do 12, a nawet 13, co nie uważa się za zdrowe.

źródła: 123456

 

DSC03763
Wiem, że w butelkach plastikowych czai się/może się czai hormon, który może być uwalniany w wyniku podgrzania butelek i wiem, że markety nagminnie przechowują palety z wodą na zewnątrz, ale mam to gdzieś. Kupuję wodę butelkowaną mineralną i źródlaną i takiej używam.

Jak mam możliwość, to do ręki biorę i popijam dobrą wodę w szkle. Po myciu wodą z kranu polewam ciało wodą mineralną z butelki. Zawsze tylko w takiej myję warzywa i owoce. Oczywiście zawsze patrzę, kupując zgrzewkę, czy obwoluty nie są wypłowiałe od słońca. Robię to mimochodem, po prostu rzut gałką.

Nie destyluję wody i nie solę jej, aby ją uzdatnić, nie z powodu, żebym się uważała za mądrzejszą od dr. Cousensa, ale z tego powodu, że jestem inaczej mądra.

Serdeczności

Jor peps

PS

Chcąc zachęcić Drogą Socjetę do wypowiadania się pod wpisami, wprowadzam mini konkursik, kto rozwiąże zagadkę (tym razem bardzo łatwą) Gdzie jest Pepsi? i napisze o tym coś fajnego w dniu ukazania się wpisu, a jeżeli będzie więcej prawidłowych odpowiedzi, to osobiście i SUBIEKTYWNIE wybiorę tę, która MNIE SIĘ NAJBARDZIEJ SPODOBA i taka osoba dostanie w pdf-ie moją powieść “Znachorzy, czyli uzdrawiająca manifa”.
Nagrody zresztą będą różne, ale natenczas jest ten pdf. 

Opublikowano Woda | Otagowano , | 63 komentarzy